Jakiś czas temu zgłosiłem się do konkursu “Muzealne spotkania z fotografią” organizowanego prze Muzeum w Łowiczu. Jakiś czas temu byłem też na mini sesji fotograficznej w tymże muzeum.
Umówiony byłem z grupą i opiekunem w szkole. Do szkoły się spóźniłem z jakieś 5 min i gnałem przez pół miasta.
Był wtedy mglisty dzień. Na chwilę zatrzymałem się na Nowym Rynku. Spowity był on mgłą. Widoczne były jedynie drzewa rosnące przy ulicy. “Sięgać po aparat, nie sięgać…” – myślałem. “Jeżeli sięgnę to mogę nie zdążyć i nie wpuszczą mnie do muzeum. Dobra idę. Może mgła będzie później”. W sumie gdybym nie myślał tylko robił, zajęłoby mi to tyle co myślenie. Mgły niestety potem nie było… Zmarnowałem dobrą okazję być może na “zdjęcie życia”.
Teraz odniosę się do konkursu. Bardzo trudno fotografuje się coś co dla Ciebie jest oczywiste. Stroje łowickie – znam to od małego. Skrzynie takie jakie spotkałem w muzeum miał mój dziadek oraz samo to, że każda szkoła, każda klasa odwiedza muzeum co roku to kolejna rzecz. To tak jakbyś fotografował swój kubek na mleko, który widzisz co rano. Myślę, że duża liczba osób myślała to co ja… Trochę “niewygodny” był dla mnie ten temat. Może nie sam temat, ale to, że zdjęcia musiały być z naszego muzeum. Sto razy lepiej fotografowałoby mi się muzeum w każdym innym mieście, nie w moim rejonie.
A to zdjęcia z muzeum:
Wnętrze chaty łowickiej

Wnętrze chaty łowickiej; ołtarz

Makieta Łowicza z XVII w.

Narzędzia rolnicze

Byłem w tym muzeum z wycieczką, jakieś 3 lata temu.
W podstawówce miałem to samo, co Ty teraz; coroczne wychodzenie z klasą to tych samych łódzkich muzeów… robiło się to już nudne.
Może i mam nawet jakieś zdjęcia, poszukam.
Przez: Robsessed w maj 11, 2008
o 11:16 am